niedziela, 27 maja 2018

Żyjąc przez działanie - znów mam urodziny i widzę zmiany!

Żyjąc przez działanie - znów mam urodziny i widzę zmiany!

Kolejny rok życia za mną i w pełni zgadzam się ze słowami znalezionymi kilka dni temu w internecie: 'nie zdążyłam się przyzwyczaić do swojego wieku, a on znów się zmienił'
Taaak... dwanaście miesięcy minęło bezpowrotnie, przynosząc ze sobą zmiany. Nie chcę jednak robić tu na siłę jakiegoś zestawienia, czy podsumowania, bo nie ma to sensu. 
Powiem Wam tylko, że wokół nas dzieje się wiele. I są to bardzo różne i często skrajne sytuacje. Każda z nich wnosi coś do naszego życia, nawet w niewielkim stopniu. Trudne sytuacje potrafią początkowo najzwyczajniej w świecie dobić i przywalić jeszcze raz dla pewności łopatą, ale sztuką jest, by wychodzić z nich choćby z cieniem uśmiechu i nadzieją na lepsze jutro. 

Mówcie co chcecie, ale trudno mi uwierzyć, że kończę 26 lat! Przecież przed chwilą obchodziłam ćwierćwiecze życia, a tak niedawno kończyłam liceum! Nie wiem czy to kwestia zwykłej, często czarnej niczym smoła rzeczywistości, czy po prostu 'tak już musi być'. Jedno czego się boję: że za jakiś czas (szybciej niżbym chciała), obudzę się jako 40 latka i stwierdzę, że ktoś zabrał mi najlepsze lata życia i tym kimś okażę się ja sama.




Jaka jest więc recepta na jakiekolwiek spowolnienie tego pędu życia? 

Cóż, na tę chwilę przychodzi mi do głowy tylko jedna, nieco wyświechtana ostatnio myśl: żyć. Wiem, że wszystkie poradniki o tym mówią w mniej lub bardziej lukrowanych i cukierkowych słowach, ale to prawda. 

Chyba najbardziej uzmysłowił mi to mój wyjazd do Białegostoku na początku maja. 
Miałam marzenie, by jeszcze kiedyś zobaczyć 'Upiora w operze'. Mówiłam o tym, choć nie widziałam szans na to, by mi się udało. Dlatego, kiedy trafiłam w internecie na informację, że będą to grać, postanowiłam że zrobię co w mojej mocy i zrobiłam. Wiedziałam, który dzień będę miała wolny w pracy i w ten jeden celowałam
z wyjazdem. Ta podróż była dla mnie dużym przeżyciem. Przede wszystkim dlatego, że po dziesięciu latach mogłam znów zobaczyć spektakl, który mnie zauroczył jeszcze za czasów licealnych. Innym powodem była samotna podróż na drugi koniec Polski, o którym nie wiedziałam nic. 


Nadal wspominam ten wyjazd sprzed trzech tygodni jednocześnie uświadamiając sobie, że jeszcze jakiś czas temu nie zdecydowałabym się na taki krok. Sama, na drugim końcu Polski - szaleństwo. Jednak dla marzeń i pasji, człowiek jest w stanie robić przeróżne rzeczy. Zaraz po przyjeździe, będąc chyba nadal w ciągu musicalowym sprawdziłam terminy spektaklu, na który się wybierałam od września i... kupiłam bilet. 

Nie chcę jednak, by połowa dzisiejszego wpisu była o biletach
i musicalach.
Tym czego się nauczyłam, jest działanie. Co by mi dało zastanawianie się po fakcie 'co by było gdyby...'? Myślę, że frustrację i żal za niespełnionym marzeniem. Wiem, jak było kiedy chciałam jeszcze raz pójść na jeden spektakl i czekałam... no, nie powiem Wam na co, ale się nie doczekałam. I w czasie trwania musicalu w mojej głowie przewijała się myśl 'kurczę, mogłam tam być', dlatego wiem o czym mówię. Sami zresztą na pewno macie na swoim życiowym koncie takie sytuacje. 


Jednak nasze działanie musi być świadome. Owszem, czasami działamy pod wpływem chwili i tego nie żałujemy, ale umówmy się, że tak można robić raz na ruski rok, ok? W przeciwnym razie będziemy żyć chwilą baaaardzo dosłownie, a to odbije się poważnie na naszej stabilności życiowej i finansowej. 
Często przystopowanie w tej euforii i spojrzenie na swoją obecną
i przyszłą sytuację na chłodno może pomóc nam zaoszczędzić sobie niepotrzebnych wspomnień, zachowań. Nie możemy mieć wszystkiego i im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas. Sama nadal nad tym pracuję i widzę postępy. Częściej umiem odmówić, nie przejmować się, czy właśnie przyjąć, że do czegoś się nie nadaję, a moje miejsce jest gdzie indziej. 




Na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy widzę, jak często musiałam działać. Nie zawsze był czas na zastanawianie się, decyzja musiała zostać podjęta niemal z godziny na godzinę, a wiedzcie, że to nie były wątpliwości typu 'jakie buty dziś ubrać'. 
Mimo, że często kończyło się to u mnie nerwami, to dziś pewnie plułabym sobie w brodę, gdybym wtedy odpuściła. Chodziłabym zmęczona i wkurzona. 

I teraz będąc na półmetku tego roku zaczynam się zastanawiać, czy wybrałam sobie odpowiednie słowo na 2018 rok... Może to właśnie powinno być działanie...? Jakby się nad tym zastanowić, to działanie napędza dążenie do reszty. 
Chcesz równowagi, spokoju, prostoty, rozwoju? Działaj!

Na koniec dziękuję Wam, że tu dobrnęliście (mam nadzieję!) i mojej Mamie za zdjęcia. Do dziś nie może zrozumieć, dlaczego nie chciało mi się rozpocząć przygody poza jej brzuchem 26, zamiast 27 maja 😉
A jeśli chcecie poczytać co nieco o mnie, to w tekście sprzed roku znajdziecie różne ciekawostki i... dziwactwa. 






piątek, 25 maja 2018

Muzyczny box

Muzyczny box


Tak jak wspomniałam w poprzednim poście, dziś pokażę Wam boxa, wykonanego na niecodzienną okazję, bo na dyplom. Jak wiecie (lub nie), studiowałam na Akademii Muzycznej, a tam zakończenie studiów nieco różni się od innych 'normalnych' kierunków. Oczywiście piszemy pracę, ale poza tym mamy swój recital dyplomowy. Na moim wydziale jest to recital chóralny (a w przypadku mojej specjalności - msza dyplomowa z recitalem). Tak, bardzo dziwnie, ale fajnie! Bo teraz, kiedy znajomi zapraszają na swoje koncerty, miło jest to wszystko powspominać i znów znaleźć się w murach swojej Alma Mater.

Ale, ale, dość prywaty (choć może chcielibyście poczytać coś o życiu muzyka?) Wspomniany na początku exploding box, wykonałam właśnie z okazji takiego dyplomu. I choć kolega jest dyrygentem
i organistą, to centralny punkt pudełeczka nie mógł być inny. Fortepian, bo to o nim mowa, zauroczył mnie od momentu, kiedy ujrzałam go na Ogólnopolskim Craft Party i tylko czekałam aż będę mogła użyć go w jakiejś pracy.
Co do reszty, to postawiłam na neutralną czerń i biel, bo wiecie jak to z chłopami jest - nigdy nic nie wiadomo 😉


No dobra, to pora na trochę szczegółów:




Na dziś to tyle, a w przyszłym tygodniu tradycyjnie już wyląduje tu majowe 'tu i teraz'. Napiszę trochę o celach na czerwiec oraz o tym, co nie do końca mi wyszło.

Do przeczytania!

piątek, 18 maja 2018

Project Life - czerwiec 2017

Project Life - czerwiec 2017



Przyznajcie się, komu przez te gorące dni pomieszały się miesiące? Przyznam szczerze, że przeniosłam się już do czerwca - to pewnie przez zbliżające się wielkimi krokami wakacje i czerwcowe strony
w albumie, które ostatnio zrobiłam. 
Mam takie małe marzenie żeby skończyć w wakacje brakujące miesiące 2017 roku, a że ostatnio spełnianie marzeń wychodzi mi całkiem nieźle to... zobaczymy 😉

Nie przedłużając, zapraszam Was do obejrzenia dłuuuugiego czerwca! Pokusiłam się o strony specjalne, ale to opiszę dalej:

Pierwszy tydzień czerwca upłynął na czytaniu RODO do egzaminu, baby shower u koleżanki oraz próbie do specjalnego projektu wymyślonego przez koleżankę. 

Po spokojnych stronach majowych potrzebowałam małej i szalonej odmiany, dlatego stonowałam zdjęcia i oprawiłam je z użyciem kart
z kitu Fresh oraz oryginalnymi kartami 'Abstract' od Family Portraits. Do tego kilka małych ozdobników i już!





Tydzień drugi do szalonych i pełnych wrażeń nie należał, a mimo to, jest to jeden z moich ulubionych tygodni. Głównym punktem w tych dniach było znalezienie prezentu na ślub znajomych i udało się, choć była to walka z czasem! 😉 


Taką fajną i prostą kartę można łatwo zrobić, wystarczy taśma washi, etykietka i naklejki. 



W związku ze ślubem, na którym byliśmy powstała pierwsza ze stron specjalnych, w całości poświęcona temu wydarzeniu. Znów postawiłam na prostotę, dodając tylko imiona ze złotych literek
i kilka drobiazgów. Całość 'robią' zdjęcia i dłuuugi journaling.





Druga specjalna rozkładówka, to wyjazd do mojej chrześnicy i zabawy z piłką. Może już ją widzieliście jako inspirację na instagramie Family Portraits?
Zawsze oglądałam takie strony z różnymi ujęciami danej osoby, ale nie miałam okazji zrobić własnej, dlatego cieszę się że tu mi się udało! A wiecie, że zdjęcia tego skaczącego szkraba, to klatki
z filmiku, który jej robiłam? Da się i tak 😊

Tytuł wykleiłam na koszulce moimi ulubionymi literkami, mam do nich ogromną słabość! Poza tym wykorzystałam karty z zestawów 'Artsy' i 'Summer dreams' i samolociki, które wycięłam z papieru Studia Tekturek.




Wykorzystałam też przezroczystą kartę, dla podkreślenia lekkości. Dawno nie korzystałam z tego rozwiązania.





No dobra, wracamy do rzeczywistości! Trzeci tydzień czerwca,
a w nim: dzień przydasiowej paczki, występ w związku ze wspomnianym na początku projektem i truskawki! Czyli lato w pełni 😉 Bałam się zagospodarowania tej strony, bo jakoś nie mam jeszcze wyczucia w tym układzie koszulki, ale jakoś wyszło.



Znów pokusiłam się o swoją kartę, bo jakoś nic mi tu nie pasowało. Uwielbiam to połączenie kart i naklejek!





I ostatni tydzień czerwca, kręcący się wokół zakończeń i pożegnań. Egzamin na podyplomówce i jej koniec, pożegnalny koncert kolegi
i 'przejęcie władzy'... Jasne i słoneczne karty mogą być zmyłą dla tego melancholijnego tygodnia. A tak swoją drogą, kto by pomyślał, że te zdjęcia to już historia...?



To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że nie umarliście z nudów 😉 Teraz trzeba ogarnąć zdjęcia z wakacji i działać!
A w przyszłym tygodniu ponownie pojawi się box, ale... na nieco inną okazję niż zwykle!

 

niedziela, 13 maja 2018

Komunijnie w beżach

Komunijnie w beżach

Mało u mnie ostatnio kartek, a szczególnie boxów, więc ten komunijny akurat uzupełni tę pustkę.
Przygotowany dla chłopca, cały w beżach, z wykorzystaniem mojej ulubionej kolekcji Galerii Papieru 'Wiek niewinności'. Uwielbiam ten zestaw, bo pasuje praktycznie na każdą okazję! Dodatkowo postanowiłam wykorzystać dość sporą (ale śliczną) tekturkę od Crafty Moly. Zahaczyłam o ich stoisko na Ogólnopolskim Craft Party w zeszłym roku i wyszłam z kilkoma fajnymi rzeczami (na przykład 
z fortepianem 3D!!!) Zdecydowanie jeszcze będę do nich wracać, bo wybór tekturek mają naprawdę spory.

No, a teraz czas na więcej szczegółów:


Jak na box po długim bezruchu, wyszedł mi taki, jak chciałam.

Do przeczytania następnym razem, kiedy to pokażę Wam kolejne zaległe strony w moim albumie Project Life!


sobota, 28 kwietnia 2018

Tu i teraz - kwiecień

Tu i teraz - kwiecień

Kwiecień przeleeeciał jak szalony! Ledwo były Święta, a potem powrót do pracy, a teraz niektórzy już zaczynają weekend majowy. Mnie jeszcze czeka pracujący poniedziałek, ale odliczam dni do krótkiego i nietypowego wyjazdu majówkowego, ale o tym napiszę poniżej. 


SŁUCHAM
w tym miesiącu, szczególnie przez pierwsze dwa tygodnie, DO ZNUDZENIA słuchałam takiej typowej 'pościelówy' chóralnej. To niezwykle trafne określenie wymyśliła kiedyś moja koleżanka ze studiów, podsumowując twórczość współczesnych kompozytorów. Nie oszukujmy się, niektóre kawałki naprawdę brzmią podobnie i... sennie.

Za to kompozycja, która mi się wkręciła, jest utworem dawnym, bo powstałym w XVI w. Jeśli mnie znacie, to dobrze wiecie, że uwielbiam takie kompozycje! Ten jest idealny, na spokojny wieczór, na spacer w samotności, kiedy chcemy pomyśleć i podumać nad różnymi sprawami...
Ups! Właśnie musiałam skasować część z tego, co napisałam, bo przecież to jeszcze nie jest ten zapowiadany chóralny post.

Miłego słuchania:
Christóbal de Morales - Parce Mihi Domine


CHCIAŁABYM
nadgonić zeszłoroczny album Project Life. Aktualnie pracuję nad czerwcem i chciałabym go szybko opublikować, ale jestem zależna od zdjęć, bez których nie powstanie część lub nawet cała rozkładówka. Pozostaje mi czekać na fotki od kolegi, a Was zachęcam do zerknięcia, co tam w moim albumie ostatnio słychać. 



CZUJĘ SIĘ
różnie. Ostatnio zdarzają mi się takie dni, kiedy nagle 'lecą' mi oczy 
i najchętniej bym poszła spać tak, jak stoję. No i kicham jak najęta, więc tu chyba winna jest wiosna i związane z nią przesilenie 😉 




PRACUJĘ NAD
postami, takimi jak choćby ten wspomniany wyżej o chórze, czy długo odkładany o planowaniu. Nie chcę podawać konkretnych terminów ich publikacji, ale spokojnie - jak tylko się pojawią, to będę dawała znać na wszelkie możliwe sposoby (na przekór obcinanym zasięgom na fb...)
Niektóre wpisy powstają bardzo spontanicznie. Tak było, gdy postanowiłam napisać w 'kilku' słowach, dlaczego nie lubię Wielkanocy. Post został przez Was bardzo mile przyjęty za co dziękuję, bo obawiałam się co to będzie, gdy go publikowałam. 


CIESZĘ SIĘ
wiosną! Tyle trzeba było na nią czekać, a gdy już przyszła to na całego! Drzewa zakwitły właściwie z dnia na dzień, słońce przygrzewa czasem nawet mocniej niż przystało na wiosenną normę... Nic, tylko się cieszyć 😊


UCZĘ SIĘ
z kursów online. Tematyka jest dość szeroka, bo zahacza o edukację, ale również o blog i tworzenie własnych treści. Możliwość uczenia się w ten sposób jest na wagę złota, ponieważ mogę usiąść do danego kursu w dowolnej chwili, nie wychodząc z domu. 




CZYTAM
nabytą już dawno książkę Oli Budzyńskiej. Nie lubię czytać wielu pozycji naraz, dlatego chwilowo zrobiłam sobie przerwę z "Miej umiar". Podejrzewam, że za kilka tygodni/miesięcy do niej wrócę 
i docenię tak samo na nowo, jak "Slow life" Joasi Glogazy. 
Co do książki Pani Swojego Czasu - jeszcze do końca nie "wsiąkłam" w lekturę, by móc powiedzieć coś więcej, ale jestem pewna, że wyniosę z niej sporo wiedzy.


CZEKAM NA
przyszły piątek i wyprawę do Białegostoku, gdzie spełnię swoje małe marzenie i ponownie zobaczę "Upiora w operze"! 💗 Widziałam go po raz pierwszy 10 lat temu, podczas wycieczki klasowej i od tamtej pory jestem w nim absolutnie zakochana! No, może poza zakończeniem... 😉 


  

Koniec kwietniowych przemyśleń! Nie mogę się już doczekać maja, choć w tym roku będzie to intensywny miesiąc. 
Życzę Wam udanej majówki, dużo słońca, luzu i odpoczynku 🌺 
Copyright © 2016 Martushkowo , Blogger