Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tu i teraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tu i teraz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 stycznia 2019

Tu i teraz - styczeń 2019

Tu i teraz - styczeń 2019

Zanim otworzyłam okno do napisania tego wpisu, cofnęłam się w czasie i przypomniałam sobie, co działo się u mnie w styczniu zeszłego roku. Szykował się remont, który oczywiście miał być poprzedzony wieeeeeelkim odgracaniem się. Zbliżały się ferie, miałam różne plany, w ogóle było inaczej - nie znaczy, że źle! Po prostu inaczej.

I wiem, że czytając ten post za rok też będzie inaczej, bo jedyna rzecz stała to zmiana. Do pewnych rzeczy się wraca, ale pojawiają się w naszym życiu nowe. Nowe doświadczenia, osoby... I tak przy akompaniamencie płyty, do której wróciłam po latach, piszę do tej garstki z Was, która tu ze mną jest, ale i dla siebie. Bo dobrze jest wrócić po czasie do tego, co było. 


Wracam też do mojego wyjazdu nad morze sprzed dwóch tygodni. Mam sporo nowych doświadczeń z tego wyjazdu i jestem szczęśliwa, że pojechałam. Choć po powrocie życie postanowiło mnie dwukrotnie kopnąć żebym za bardzo się nie rozmarzyła i wróciła do rzeczywistości, ale o tym może za chwilę. 

Ten wyjazd był mi bardzo potrzebny. Pisałam o tym w rocznym podsumowaniu, które stało się jednym z moich ulubionych postów, bo jest pisane na maksa z serducha! Nie mogłam się doczekać, by móc je w końcu napisać. Wracając jednak do wyjazdu... To zadziwiające, jak niewiele potrzeba mi do szczęścia. Idąc na plażę, w chwili, gdy moim oczom ukazało się spokojne morze wiedziałam, że w tym momencie mam wszystko. Pokonałam pociągiem ponad trzysta kilometrów, by poczuć szczęście, które opiera się na piasku i wodzie 😉 I wiem, że dla wielu z Was może się to wydawać niedorzeczne, ale ja nie wnikam w to, co kogo cieszy, prawda? Jesteśmy na tyle różni, że odpowiedzi byłoby mnóstwo.
Spędziłam więc kilka dni nad Bałtykiem, ciesząc się byciem sama ze sobą, spacerując po plaży, odwiedzając ulubione miejsca. Jeden z tych dni nawet udokumentowałam godzina po godzinie! Wiem, że to była najlepsza decyzja i cudne rozpoczęcie roku! Morze zimą jest piękne!

Z ciężkim sercem, ale i spokojem w nim wróciłam i bach! Życie przypomniało o sobie dość brutalnie. W kilku ostatnich postach 'tu i teraz', a także we wspomnianym podsumowaniu roku pisałam, że nie do końca potrafię radzić sobie z rozczarowaniami, choć nie powinny być one dla mnie niczym nowym. I nieśmiało mogę po tym miesiącu powiedzieć, że nie zaszyłam się w 'kokonie' nostalgii, jak to miałam zwykle w zwyczaju. Przy pierwszym uderzeniu od razu wygadałam się osobie, której wiele zawdzięczam od ponad pół roku, a przy drugim krew się we mnie zagotowała z ogromnego poczucia niesprawiedliwości, ale jednocześnie dostrzegłam plusy nowej dla mnie sytuacji. Poradziłam sobie, udało mi się. Oczywiście przychodzą chwile smutku, ale odchodzą - jak fale. Jednego dnia burzliwe i huczące, innego delikatne. 


Przetrwam, wiem to. I będzie dobrze! Dzięki ludziom, których mam wokół siebie i za których jestem niesamowicie wdzięczna.

Teraz, kiedy luty już za pasem, a ferie są miłym wspomnieniem, czas ponownie wejść w tryb 'praca', popracować nad sobą i czekać na wiosnę. Tęskno mi już za ciepłem, dłuższymi dniami... ciekawa jestem, czy pogoda też będzie nas tak rozpieszczać jak rok temu. W ogóle to chyba normalne, że w styczniu, czyli jakby nie patrzeć na początku roku, zastanawiam się, jaki będzie ten rok. Na wiele rzeczy nie mam wpływu i to czasem jest naprawdę frustrujące, ale jedyne co mogę, to zacisnąć zęby i ruszać dalej! Chciałabym więcej podróżować po Polsce, spędzać czas z ludźmi. Jednocześnie z takich 'przyziemnych' spraw, chciałabym więcej czasu poświęcać blogowi i scrapbookingowi, który ostatnio trochę poszedł w odstawkę. Na razie pracuję nad tym, by wspomnienia z tego roku były dokumentowane w albumie na bieżąco i myślę, że będę Wam tu pokazywać co nieco z mojego Project Life'owego projektu. Poprzednie posty albumowe zawsze możecie podejrzeć tutaj. 

Mam też w planach kino minimum raz w miesiącu. Zbyt wiele filmów uciekło mi z wielkiego ekranu przez kilka ostatnich lat, bo miałam iść i nie szłam. Od wakacji jest w tym temacie lepiej, więc można spróbować. Na początku miesiąca, kiedy to rok nie zaczął się tak, jak powinien, moją receptą było wracanie do ulubionych komedii z pysznym brownie do kompletu 😉



Dostrzegam w sobie potrzebę wychodzenia poza to, co znałam do tej pory, chęć podróży, poznawania nowych rzeczy. Jak to mówią, lepiej później niż wcale. Nie mogę się doczekać tego, co mnie czeka, choć tak naprawdę nie wiem dokładnie co to będzie! Czekam na wyjazd do Krakowa na Art&Craft - obym tym razem mogła tam pojechać, spotkać się z kreatywnymi dziewczynami i pozachwycać scrapbookingowymi cudownościami...



Styczeń kończę bilansem na plus mimo życiowych wichur i burz. Liczę, że luty będzie spokojniejszy, choć odrobinę i przyniesie wiele fantastycznych wspomnień! Życzę Wam, by również dla Was był to dobry miesiąc!




piątek, 30 listopada 2018

Tu i teraz - listopad

Tu i teraz - listopad

Listopad, ach listopad. Czy cieszę się z jego końca? I tak, i nie. Oczywistym jest, że nie możemy zatrzymać czasu dosłownie 'tu
i teraz', choćbyśmy nie wiem jak chcieli. To dla nas wszystkich znak, by nie przeżywać spotkań, spacerów biernie. Nie patrzeć jak obrazy przesuwają nam się przed oczami, ale spiąć się, wyjść z trybu uśpienia i wsłuchać się intensywniej w rozmowę lub śmiech, skoncentrować na zapachach wokół nas, zapatrzeć się w zmarszczki wokół oczu, które tworzą się podczas tego śmiechu... 


Tak wiem, wielu z Was powie, że to duperele, ale ja lubię duperele
i wszystkie pierdoły, dlatego na tym chcę się koncentrować. Cieszę się
i doceniam
te pozornie nic nieznaczące rzeczy stanowiące część mojego życia: zapachy przywołujące wspomnienia, szczegóły przypominające konkretne osoby. 
I mimo, że listopad (szczególnie jego początek), to czas zadumy nad tymi, którzy odeszli, to ja akurat mówię o żywych. O ludziach, którzy mnie otaczają, z którymi czas leci zawsze za szybko i jest go za mało. Nie mogę się doczekać, by rozwinąć ten temat - dobrze, że do grudnia, a co za tym idzie - do rocznego podsumowania niedaleko. 

Mimo dobrego początku, listopad dał mi trochę w kość. Czuję się (momentami bardzo, bardzo) rozmemłana, niedoceniona, bez chęci na cokolwiek. Nie wiem, czy akurat tak wypadło, czy miał na to wpływ koniec złotej jesieni i początek tej szarej (jak dla mnie równie pięknej). Ten czas stagnacji zostawiam za sobą i cieszę się, że zbliża się grudzień, z całym dobrodziejstwem. I liczę na to, że z dnia na dzień świąteczna atmosfera będzie mi się coraz bardziej udzielać, bo tak szczerze, to jeszcze mnie nie to wszystko nie rusza. Zrobiłam co prawda pierwsze podchody do świątecznego Buble'a, ale szybko odpuściłam. No jakoś mi jeszcze nie leży. W grudniu chcę znów oddać się swojej małej tradycji i codziennie spisywać wspomnienia mniej lub bardziej świąteczne w grudzienniku. Popularną nazwą jest oczywiście 'grudniownik', ale do swoich potrzeb zmodyfikowałam tę nazwę. Zerknijcie jak wyglądały te grudniowe albumy w poprzednich latach: 2016, 2017.

Ostatnie dni przyniosły również dobre nieświąteczne wspomnienia
i choć ZNÓW stoję na jakimś quasi rozdrożu, to mam nadzieję, że z początkiem grudnia sytuacja się w końcu wyklaruje, no bo kuźwa ileż można?! 

Tu wtrącę taką małą radę odnośnie bycia 'tu i teraz' - nie czekajcie z powiedzeniem drugiej osobie różnych spraw. Chyba, że macie ochotę ją zbluzgać - wtedy przystopujcie. Jeśli jednak sprawa dotyczy delikatniejszych i mniej agresywnych obszarów, to mówcie z serca, wyjaśniajcie, nie zostawiajcie rozmówcy w zawieszeniu. Wierzcie mi, zrobiłam tak i teraz ten ogon się za mną wlecze i mi nieźle ciąży... 

Wiem już dzięki temu nad czym muszę popracować, to kolejna życiowa lekcja. Od kilku miesięcy widzę, jak wielu rzeczy nie wiedziałam, nie doświadczyłam. Żyłam jak pod jakimś kloszem. I tak jak wyżej w przypadku ludzi - ten temat również rozwinę w rocznym podsumowaniu. 

Mówię o tym wszystkim, ale nie mogę uwierzyć, że to już za miesiąc. Za miesiąc będzie się kończył rok. Niektóre miesiące ciągnęły się jak niemiłosiernie, inne minęły zdecydowanie za szybko... Życie. Inaczej wygląda, kiedy przedstawia się je w filmach, a kiedy trzeba je samemu przeżyć, to nie jest tak łatwo. 

A skoro o filmach mowa, to nadrobiłam w listopadzie zaległość
w kwestii 'Fantastycznych zwierząt...'. Obie części bardzo mi się podobały, a wersja 3D? Świetna! Przyznam szczerze, że nie wiedziałam czego się spodziewać, bo było to moje pierwsze podejście do tego typu filmu, ale wiem, że to powtórzę. Kinowy plan na grudzień to 'Narodziny gwiazdy' - ciekawe, czy uda mi się w coraz większym przedświątecznym szale zrealizować ten plan. Nawet jeśli nie, to będę sobie za to spokojnie podczytywać 'Prosto i uważnie' - korzystam z chęci na czytanie póki trwa. 



Życzę Wam bardzo spokojnego grudnia - żeby nawał obowiązków nie wyssał z Was całej chęci do życia!


czwartek, 1 listopada 2018

Tu i teraz - październik

Tu i teraz - październik

Siedząc w nocy z 31 października na 1 listopada, po kolejnej nieudanej próbie napisania jakiegoś logicznego zdania postanowiłam: odpuszczam październikowe 'tu i teraz'. Niewielka strata dla świata blogowego. Jednak coś drgnęło i dzięki temu możecie czytać te kilka słów wystukane w klawiaturę przy akompaniamencie mojego odkrycia ostatnich dni - The Score.

Cóż, październik mówiąc wprost zaczął się dnem, mułem i wodorostami. Pewna sytuacja wprowadziła mnie w taki stan. Z każdym dniem było lepiej, a w międzyczasie praktykowałam u siebie szukanie jakichkolwiek dobrych i drobnych rzeczy z danego dnia. Udawało się! To pokazuje, że często te 'pierdoły' mają ogromne znaczenie, gdy wokół wali się wszystko. 

I teraz pod koniec miesiąca (który minął mi tak szybko, że prawie nie zdążyłabym napisać podsumowania!) znów zaczynam tracić grunt pod stopami. Czuję, że poczucie bezpieczeństwa, które odzyskałam jakiś czas temu, zaczyna się rozmywać... Jeśli zniknie... lepiej się teraz nad tym nie zastanawiać. 

Wiem, że te poprzednie akapity, to niezbyt udany początek posta, ale to moje życie. Są w nim dobre i złe chwile. Dlatego w dalszej części postaram się skupić na tych pierwszych. Choć jest ciężko, bo ręce nie raz zawisają nad klawiaturą i nie wiedzą co wystukać, to zbieranie wspomnień z zapisków i głowy uświadamia mi, że wbrew nieciekawej 'klamrze', która spięła październik, nie było tak źle. Bo choć nie udało mi się pojechać do Krakowa, na co już od jakiegoś czasu byłam nakręcona, to tak się złożyło, że zmiana planów na ten dzień skutecznie poprawiła mi humor i pozwoliła doświadczyć czegoś dla mnie nowego. 

Wpisy 'tu i teraz' są dla mnie formą wygadania się. Co prawda wiele razy główkuję, by nie pisać o wszystkim wprost, ale to dobrze - w jakiś sposób się rozwijam. I analizując ostatnie wydarzenia widzę, że stanęłam z wieloma rzeczami w miejscu - nie mam pojęcia dlaczego. Coś mnie blokuje by ruszyć dalej. Zastanawiam się co mogę zrobić z tymi blokadami, które we mnie są. Samo czekanie nie pomaga, hm... Jednocześnie staram się działać i tworzyć. W ostatnich tygodniach pojawiła się jesienna praca, a niedawno wróciłam do farb! Na jak długo, to się okaże. Powiem Wam tylko, że to, co zmalowałam wprawia mnie w dumę, a to się rzadko zdarza! 😉

Co jeszcze było dobrego? Lato przekazało dalej pałeczkę w przepięknym stylu, dzięki czemu polska złota jesień mogła naprawdę zaistnieć. Cieszę się ogromnie, że wróciły wspólne wyprawy i 'sesje' śpiewacze, których brakowało przez cały wrzesień. Chóralne przeboje 'męczone' w czasie wakacji znów mogły zabrzmieć w kameralnym składzie. To jest dla mnie niesamowite - wystarczy hasło, dźwięki i powstaje muzyka, którą tak bardzo kocham, mimo że pewnie tej miłości nie widać w pełni na co dzień. Jednak pasja nie zawsze musi dać się dotknąć, by poruszać serce. Co nie znaczy oczywiście, że te 'namacalne' są do bani! Ile osób tyle pasji i to jest niesamowite!

Jeśli już o muzyce mowa, to musicie wiedzieć, że powoli włącza mi się tryb 'Święta'... Może to chore, ale nic na to nie poradzę. Póki co, nie sięgnęłam jeszcze po świątecznego Michaela Buble, więc nie jest ze mną aż tak źle. Jeszcze chwila i obwieszę pokój lampkami! Teraz jak to napisałam, to po prostu nie mogę się doczekać! 😏

No dobra, tym oto akcentem kończę październik i witam listopad. Wiem, że tego nie widać, ale działo się dużo... tylko, że w mojej głowie.

Dobrego miesiąca! 
 

sobota, 29 września 2018

Tu i teraz - wrzesień

Tu i teraz - wrzesień

Kiedy zbliża się wrzesień, w wielu miejscach w sieci można wyczytać, jaki to świetny czas - na planowanie, na realizację odkładanych od początku roku postanowień itd. Dla wielu osób wrzesień to nowy start, czysta karta.

A dla mnie? To po prostu kolejny miesiąc. 


Choćbyście mnie torturowali, nie pamiętam jak to było z wrześniem. Wiem tylko, że miałam trochę więcej chęci do nauki, ale umówmy się - większość tak ma. Potem ten miesiąc był przedłużeniem i tak już długich wakacji podczas studiów. Teraz, wyznacza mi czas powrotu do szkoły od nauczycielskiej strony. 

Piszę o tym, bo z wrześniem wiążą się nieraz ogromne pokłady nadziei i gigantyczne oczekiwania. U mnie tego nie było. Liczyłam, że będę dalej cieszyć się życiem, tak jak w wakacje. Oczywiście rzeczywistość zweryfikowała moje plany - wróciłam do pracy, rozpoczęliśmy próby chóru i - jakby tego było mało - dołożyłam sobie jeszcze do tego ćwiczenia. Tak! Zapisałam się na ćwiczenia rozciągające, że tak to ujmę. Niektórzy z Was mogą się domyślać o co chodzi, ale póki co nie chcę wprost o tym mówić. 

To wszystko może nie wymęczyło mnie totalnie, ale kazało przeorganizować swoje dni. Nadal uczę się swojego planu zajęć, funkcjonowania szkoły, którego doświadczam teraz pełnoprawnie jako nauczycielka muzyki. Nie przestawiłam się jeszcze do końca na tryb 'koniec wakacji, bierz się do roboty leniwa buło', dlatego jest to coś, nad czym muszę pracować. Inną taką rzeczą jest odpuszczanie. Nie mówię tu jednak o takim dotyczącym nadmiaru obowiązków, czy nakładanych na siebie zadań. 

Chodzi mi o odpuszczanie w relacjach międzyludzkich. Bo kiedy za bardzo się przejmuję, myślę, analizuję lub przeciwnie - stwierdzam 'niech się dzieje co chce', to odbija się to na mnie mocno. Wszystko to kumuluje mi się w sercu, a są dni, kiedy moja wrażliwość się przeciw temu buntuje i wszystko odbieram ze zdwojoną siłą. I wtedy już nie wiem, co jest prawdą, a co nie. 
Takie wahania nastrojów sprawiają, że często czuję się rozbita między te wszystkie myśli. Zdecydowanie przydałaby mi się myślodsiewnia, której używał Dumbledore...

Byłabym jednak niewdzięcznicą, gdybym nie doceniła tego, co mam teraz w porównaniu z tym co było. W ostatecznym rozrachunku to,
z czym się teraz borykam może przerodzić się w coś fajnego. To, co zostawiłam za sobą szło by tylko w złą stronę i niszczyło mnie na każdej płaszczyźnie... 


I właśnie to jest niezwykle ważne - dostrzeganie dobra w miejscu potencjalnej życiowej kupy. Umiejętność zaakceptowania siebie,
o której niedawno pisałam na fanpage'u, z dobrymi i gorszymi momentami jest czymś, co we mnie ostatnio mocniej dojrzewa. Kilka dni temu miałam właśnie taki dół - przyszedł momentalnie
i poprzestawiał moje względnie uporządkowane wnętrze... Pomogło mi spojrzenie na to, jak jest teraz w porównaniu z tym, co było. 


Czasem chwilowy zmierzch może wydawać się najczarniejszą nocą, ale istnieje szansa, że szybko zmieni się w świt i początek nowego, pełnego dobra dnia. 

Wiem, wiem, zrobiło się trochę filozoficznie, jednak takie rzeczy są dla mnie ważne. Widzę coraz bardziej, że staram się żyć świadomie
i nie bać życia! Nawet jeśli pewne sytuacje całkowicie mnie zaskakują, a we mnie odzywają się dwa różne głosy, to takie jest właśnie życie. Uczymy się na błędach i niespodziewanych sytuacjach. Często właśnie te spontaniczne wydarzenia są dla nas najcenniejszą pamiątką i stanowią najlepsze wspomnienia. 




Dobra, pora wrócić do 'przyziemnych' spraw! 

Wrzesień przyniósł nową energię do czytania i choć osłabła trochę
w trakcie, to nie tracę nadziei, że dwie książki, których jestem bardzo ciekawa przeczytam w większości w październiku. Trzymajcie kciuki, by tak się stało!


W czasie kiedy nie czytałam, ale krzątałam się wokół swoich spraw, towarzyszyła mi oczywiście muzyka i fajne vlogi z podróży Agnieszki. Zasłuchałam się na kilka dni w duecie wiolonczelowym
i męczyłam tym zarówno moją mamę, jak i sąsiadów za ścianą. Poza tym grała u mnie też moja
chóralna playlista, którą podlinkowałam Wam w czerwcowym 'tu i teraz'. Wróciłam na chwilę do tego posta
i nie mogę uwierzyć jak wiele się pozmieniało we mnie! To niby 'tylko' trzy miesiące, a różnica jest ogromna...


Co do zmian - w wakacje z racji morderczych niekiedy upałów częściej ubierałam spódniczki. Powiem Wam, że tak mi się to spodobało, że od końca sierpnia nie noszę spodni! Królują sukienki
i spódniczki
, które pokochałam za +100 do poczucia kobiecości oraz za dodanie mi pewności siebie. 

I wiecie co?
Póki co nie wracam do spodni! 😊

Zwłaszcza, że taki strój nie ogranicza - spacer, droga na ćwiczenia, praca - da się! 

Co do jesiennych spacerów, to cieszę się, że udaje mi się takie odbywać - zarówno samej, jak i z kimś. Krótkie lub dłuższe, nie ma znaczenia. Ważne, że są i w ich trakcie mogę spędzać czas z drugą osobą lub patrzeć na zmieniające się z dnia na dzień drzewa. Chcę ich więcej - oby pogoda na to pozwalała jak najdłużej...

Mam też nadzieję, że pogoda będzie sprzyjała podczas mojego wyjazdu do Krakowa na imprezę craftową 'Art&craft'. Liczę, że uda mi się pojechać i nic mi w tym nie przeszkodzi! A już za tydzień,
6 października w Poznaniu odbędzie się Ogólnopolskie Craft Party, na które oczywiście również się wybieram, jakże by inaczej! Czekam na ten kreatywny październik!



A jak Wam minął wrzesień? Spróbowaliście czegoś nowego, zrealizowaliście jakieś małe założenia? Dajcie znać!



środa, 29 sierpnia 2018

Tu i teraz - sierpień

Tu i teraz - sierpień

Tak, jak pisałam w poprzednim poście, zbliża się nieuniknione - koniec wakacji... Muszę sobie jeszcze trybiki przestawić na tryb 'praca' po tych dwóch miesiącach, które były... bardzo dobre.

I tak, jak zmieniłam w środku roku słowo na 2018, tak już teraz mogę śmiało powiedzieć, że główną rolę w 'filmie' z wakacji grali ludzie i... tu i teraz. To dzięki mojej ekipie chóralnej mogłam pewnych rzeczy spróbować po raz pierwszy: karaoke (pamiętacie, jak o tym pisałam miesiąc temu?), śpiewanie... wszędzie, kino letnie... Jeszcze kilka rzeczy mogłabym wymienić.

To był czas nadrabiania życia. Nie boję się tego napisać. Zdałam sobie sprawę, jak ostatnie lata mnie ograniczały, a wyjście 'do ludzi' nie boli i jest naprawdę fajne. Tak, jak spontaniczne działania ze znajomymi. To wszystko było dla mnie bardzo... odżywcze. Zamknięcie za sobą ważnego etapu w życiu było niezwykle trudne, ale wyszło mi na dobre, widzę to coraz wyraźniej każdego dnia. Wiem, że praca i uczenie się siebie będą mi teraz nadal nieustannie towarzyszyć. Nie zawsze jestem gotowa na te lekcje od losu, ale z rozczarowaniami również trzeba sobie umieć radzić.

Poza spotkaniami ze znajomymi udało mi się wyciągnąć mamę nad morze, do naszej ukochanej Gdyni! 💗 Cieszę się, że ta podróż doszła do skutku, bo po zeszłorocznej wyprawie bardzo mocno utwierdziłam się w przekonaniu, że to tam jest moje miejsce na ziemi i zamieszkałabym tam, gdybym tylko mogła... 

Na pewno mnie rozumiecie, jeśli też czujecie mocne powiązanie z jakimś miejscem. Trochę nam się co prawda pokręciły plany, ale ostatecznie odważyłam się spróbować rezerwacji przez Airbnb i wszystko się udało, no a ja przy okazji spróbowałam czegoś nowego. Odkryłyśmy nowe miejsca, wróciłyśmy do starych i duuuuużo chodziłyśmy! Już pierwszego dnia stuknęło nam ok. 17 kilometrów! 
Ten wyjazd nam się po prostu bardzo udał i... przydał. Obie mamy na co dzień swoje zmartwienia, stresy, a podróż i kilka dni całkowitego luzu były wybawieniem. Potrzebowałam się na chwilę 'wyłączyć' od codziennej, poznańskiej rzeczywistości. 
Siedzenie i patrzenie w morze, to kwintesencja detoksu dla mojej głowy. Nic wtedy nie potrzeba - jestem tylko ja i fale. One żyją swoim rytmem, a ja ich. 
Marzę o podobnej wyprawie zimą! Nie byłam jeszcze nad morzem w czasie tej mało turystycznej pory roku, więc może w ferie się wybiorę...? Wszystko przede mną! 😊

Sami więc widzicie, że po tylu dniach luzu, wyjazdach i wielu wieczorach ze znajomymi, nie czuję się jeszcze mentalnie gotowa na powrót do pracy. I mimo, że za kilka dni rozpocznie się czas obowiązków, sprawdzianów, kartkówek, występów i rad pedagogicznych, chciałabym dobrze przeżyć ten rok szkolny w pracy, ale i dalej czerpać z życia tak, jak w wakacje. Cieszyć się wyjściami do kina, na koncert, czy po prostu spacerami... 
I wiecie co? Wiem, że tak będzie! Nie uziemię się w domu, bo niby dlaczego? 


Szczególnie czekam na jesień i jej charakterystyczny chłód. Choć lubię lato, to już się nastrajam na zmianę klimatu. Jesień kiedyś była moją ulubioną porą roku i nadal mam do niej ogromny sentyment, ale po prostu nauczyłam się cieszyć tym, co oferują mi pozostałe sezony. Po cichu liczę na jesienne spacery wśród spadających liści i mam nadzieję, że uda się na taki wybrać. 

Jesień będzie też dobra na wyjścia do kina, których przez wakacje było sporo. Wspomniałam wcześniej o tym, że nadrabiałam zaległości, a to oznacza, że wreszcie mogę napisać, że coś oglądam! "303. Bitwa o Anglię", "La La Land" (tak, wiem że to już było, ale w końcu udało mi się obejrzeć), "Boska Florence", "Ocean's 8", nareszcie coś na dużym ekranie, ze znajomymi. Choć sama też bym poszła i dziwię się, że do tej pory się na to nie decydowałam. Jak widać, do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.

Co się zaś tyczy słuchania, to w sierpniu królowało u mnie kilka kawałków. Wrzucę je tutaj, bo może uprzyjemnią Wam wrzesień:

  • La La Land - 'City of Stars' w wersji Studio Accantus - pewnie znane, ale zawsze można sobie przypomnieć
  • Dear Evan Hansen - 'Requiem' - odkrycie sprzed kilku dni. Uwielbiam głos tej dziewczyny!
  • Ólafur Arnalds - 'Only the Winds' - początkowo mnie nie porwał, ale kiedy wróciłam do tego utworu po kilku dniach coś zaskoczyło. Wiecie, że ja lubię takie 'smęty', więc chyba nie mogło być inaczej 😉

I na koniec filmik, który mógł pojawić się wcześniej w moim przypadku, ale może komuś z Was pomoże lub da do myślenia:
'Nie oszukuj się, to nie jest miłość'.



Słuchanie i oglądanie to jedno, ale wiecie co? Wreszcie udało mi się zacząć jakąś książkę! Kto jest tu ze mną jakiś czas ten wie, że blokada czytelnicza trzyma mnie... długo. Dlatego cieszę się, że zaczęłam czytać nową zdobycz i jestem już za pięćdziesiątą stroną, co jest niebywałym sukcesem. Jak to mówią: cieszmy się z małych rzeczy 😉


I tak minął sierpień - mówcie co chcecie, ale mnie nieustannie zaskakuje to, w jakim tempie płynie czas. Bardzo chętnie wróciłabym do ulubionych chwil z tych ostatnich tygodni (także lipcowych), ale pozostaje to wyłącznie w sferze wspomnień. Czas 'zapracować' na nowe!

A wiecie za co jestem wdzięczna tak ogólnie?
Za życie.


 

piątek, 27 lipca 2018

Tu i teraz - lipiec

Tu i teraz - lipiec

To był zdecydowanie najbardziej towarzyski miesiąc od baaaardzo dawna! Na tym stwierdzeniu mogłabym zakończyć i nie pisać dalej, jednak co nieco rozwinę i dopowiem - bo chcę i muszę! Choć ostrzegam, że tym razem może być nieco monotematycznie, ale ten raz spróbujcie to przeżyć, ok? 


Bo w tym miesiącu główną rolę grali... ludzie. Lipiec od kilku lat był dla mnie wyjątkowym miesiącem, ale pewne zmiany sprawiły, że na jego początku bałam się jak to będzie. 
Na szczęście podczas wyjazdu z chórem, który miał miejsce na przełomie czerwca i lipca dostrzegłam jak fajnych i różnych ludzi mam wokół siebie. Mimo, że śpiewając łączymy się w jeden chór, to poza nim jesteśmy różni - mniej lub bardziej rozrywkowi, o różnych lub podobnych zainteresowaniach... Uświadomiłam sobie dzięki temu, jak bardzo brakowało mi kontaktu z ludźmi. Takiego luźnego, momentami naprawdę spontanicznego: 'Za godzinę koncert? Zajmij mi miejsce!' 


Jestem wdzięczna za wieczory spędzane przy otwartym oknie i możliwość zatracenia się w chmurach, które leniwie płyną po niebie. Dziękuję za możliwość spędzania czasu ze znajomymi, bo jestem w takim momencie, że bardzo tego potrzebuję. I choć nie wszystko jest tak, jak bym chciała i małe szpilki rozczarowań raz po raz wbijają mi się w serce nieco mnie dobijając, to dziękuję za nasze wyjścia, rozmowy na tematy ważne i nieważne. To wszystko pozwala mi spojrzeć na świat z innej perspektywy i przekonać się, że może być inaczej. Dziękuję za osoby, które rzucają inne światło na 'mój' świat i mimo mojej rzekomo 'smutnej duszy' sprawiają, że dobrze się bawię.
Nie jest do końca idealnie dla mnie, ale jest inaczej. A rozwijając na chwilę temat rozczarowań, to niestety i takie się pojawiły. Mniejsze i większe, ale wszystkie niespodziewane. I o ile z większością jakoś się pogodziłam, to jedno we mnie siedzi i daje o sobie znać, mniej lub bardziej.

Bo wiecie jak to jest, kiedy wydaje Wam się, że dobrze znacie daną osobę, rozumiecie się niemal bez słów, a potem... tych słów już w ogóle nie ma, obietnica zostaje złamana i wychodzi na to, że tak naprawdę nie znaliście tego kogoś. To jak dostać obuchem, ale w serce, które się przed kimś otworzyło. Bo de facto wróciło się do punktu wyjścia sprzed kilkunastu lat - jest tak, jakbyśmy się nie znali.
Spodziewałam się wielu rzeczy, ale nie tego.
Wiem, że będzie bolało, ale z czasem coraz mniej.
Wiem też, że to mnie wzmocni i wyciągnę stosowną lekcję na przyszłość, ale póki co, trudno jest mi uwierzyć, jak bardzo się pomyliłam...


Obserwowanie i słuchanie innych, ale przede wszystkim siebie, to małe kroczki, które w ramach tej lekcji wykonuję. Obserwuję ludzkie zachowania, które pod wpływem różnych sytuacji często się zmieniają, dostrzegam w ludziach pasję i energię do działania - to wszystko jest niesamowite! Widzę, że mają swoje zainteresowania - wcześniej to nie było takie oczywiste, wierzcie mi. Sama też czuję się inaczej kiedy wiem, że ktoś czyta moje wystukane na klawiaturze po nocy przemyślenia i się do nich odnosi albo kiedy podrzuca mi pomysły na tytuł kolejnego posta. Cieszy mnie docenienie tego, co robię przez innych. Mam wtedy poczucie, że moje działanie nie jest do końca bezsensowne, a niestety takie momenty były, są i jeszcze nie raz będą. 

A co do słuchania w takiej bardziej tradycyjnej, czyli muzycznej formie, to w lipcu królowały dwie rzeczy: repertuar chóralny i... karaoke! Ten pierwszy został przez nas przemielony wzdłuż i wszerz podczas wypadów na miasto, czy do kina (wiecie, jaka fajna jest akustyka na parkingu centrum handlowego po 23-ej? No właśnie!). Co się zaś tyczy drugiego, to fajnie jest posłuchać znajomych w takich zwykłych, popularnych kawałkach, kiedy modulują swoim głosem na różne sposoby.
Jeżeli jeszcze nigdy nie byliście na karaoke (a wierzę, że są takie osoby, bo ja miesiąc temu miałam to jeszcze przed sobą!), to polecam, bo to świetna zabawa 😊




Korzystając z długieeeeeego wolnego pracuję nad sobą, nad ułożeniem sobie pewnych rzeczy w głowie i wyciąganiem wniosków. Uczę się życia mimo tego, że mam już 26 lat. Na to nigdy nie jest za późno. Jest to raczej praca wewnętrzna, ale potrafi być nieraz trudniejsza od tej widzianej z zewnątrz. Ostatnio doszłam do wniosku, że coś mi nie gra ze słowem, które wybrałam sobie na ten rok, dlatego je zmieniłam. O tym, czy mi się sprawdzi napiszę w grudniu, w rocznym podsumowaniu. Jestem mega ciekawa co z tego wyjdzie! 😊 

Póki co nie mogę się doczekać wyjazdu nad morze, który już coraz bliżej! Na szczęście mewy, które latają i skrzeczą nad moim blokiem, skutecznie wprowadzają mnie w nadmorski klimat. Do tego czeka mnie sporo pudełkowych zamówień, więc będę miała co robić!

Jeszcze przed końcem wpisu z takich ciekawostek powiem Wam, że kilka dni temu minęło sześć lat od kiedy zostałam organistką! Nie mam pojęcia kiedy to zleciało, ale to naprawdę fajna przygoda i praca, która trwa!

Mimo różnych sytuacji bilans lipca wychodzi na plus. Czuję się dobrze, bo niemiłe doświadczenia zostały zrekompensowane wieloma dobrymi. Wszystkim, dzięki którym nie nudziłam się w tym miesiącu po prostu dziękuję!




piątek, 29 czerwca 2018

Tu i teraz - czerwiec

Tu i teraz - czerwiec

Czerwiec żegna mnie wyczekanymi wakacjami po zakończonym egzaminie na nauczyciela kontraktowego. To był bardzo intensywny miesiąc, obfitujący w wiele wzruszeń i nie tylko. Bywały takie tygodnie, jak choćby poprzedni, że zastanawiałam się, gdzie upchnę wszystkie zadania do wykonania. Miejsce jakoś się znalazło i bardzo doceniam to, że planuję. Inaczej bym po prostu zginęła!
Na szczęście teraz mam czas na regenerację i zapraszam Was do lektury czerwcowego 'tu i teraz'.


SŁUCHAM
Jak to ja, gnębię muzykę chóralną, ale! tydzień temu poszłam po rozum do głowy i włączyłam sobie po prostu playlistę. Tak oto mogłam spokojnie zarwać nockę do trzeciej dla wyższych celów, aż przywitał mnie świt. 
Nowych perełek jakoś brak tym razem, ale chyba starczy na razie, co? W końcu nie zebrałam ich jeszcze w jeden post chóralny (hańba!)
Jeśli chcecie posłuchać w większości dawnych kompozycji chóralnych, to klik, klik! (mam nadzieję, że dobrze się wkleiło)


CHCIAŁABYM
Dobrze odpocząć w wakacje, ale też tak, by pod koniec sierpnia nie stwierdzić, że odpoczęłam leżąc na kanapie. Ma być kreatywnie! 😊 W tym odpoczywaniu chciałabym też zawrzeć uzupełnianie albumu, który ostatnio zszedł na drugie miejsce. Jednak mimo napiętego terminarza przez ostatnich kilka tygodni udało mi się tworzyć, bo znalazłam wyjście z tej z pozoru patowej sytuacji.

 
CZUJĘ SIĘ
Tak, jak rok temu, tak i tym razem czerwiec okazał się dość melancholijnym miesiącem. Zakończyłam pewien etap w życiu, a to zawsze wiąże się z przemyśleniami, wnioskami. Jednocześnie los się do mnie uśmiechnął (przynajmniej do mnie 😉) i nie musiałam się ponownie mierzyć z pożegnaniem, uff!
Dlatego czuję się rozbita między tymi wszystkimi emocjami. Taka huśtawka potrafi być męcząca i czasami trzeba się jej poddać, by potem wyjść na prostą. 




CIESZĘ SIĘ i JESTEM WDZIĘCZNA
Dwa punkty wywołują u mnie radość i wdzięczność - lato i zostanie nauczycielem kontraktowym. Powiem Wam, że kiedyś może bym w to tak mocno nie uwierzyła, ale rok pracy w szkole daje o wiele więcej niż stosy książek i milion fakultetów na studiach. Wiem, nic odkrywczego, ale kiedy się tego doświadczy, to na pewne sprawy patrzy się zupełnie inaczej.
Pisząc o tym wszystkim mogę w sumie jeszcze dodać, że jestem wdzięczna za pracę, którą mam. Wiem, że gdybym po maturze wybrała inną drogę, nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj. 

Dziękuję też za ludzi, którzy mnie otaczają i z którymi mogę pracować, bo są dla mnie ogromnym wsparciem, choć czasem potrafią opieprzyć. Dzięki nim mogę się ciągle rozwijać, no i miło spędzać czas.

A latem się cieszę chyba jak większość z nas: z ciepła, słońca, truskawek (choć to już niestety końcówka), malin, gofrów domowej roboty... Mniam!


UCZĘ SIĘ i PRACUJĘ NAD
Aktualnie mogłabym powiedzieć, że skończyłam się uczyć 😉 Jednak chcę nad sobą popracować trochę przez wakacje: wziąć się za ważny projekt, czytać wartościowe książki Oli Budzyńskiej i Ewy Brzozowskiej, o której wspominałam Wam miesiąc temu. 

CZEKAM NA
Zastanawiam się właśnie na co czekam, bo chyba tylko na jakiś ewentualny wyjazdowy urlop. Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja. Poza tym chcę, by było dobrze. Tak po prostu.

A, no tak, czekam jeszcze na nasz krótki chóralny wypad warsztatowy! Dawno nie byliśmy na takim luźnym wyjeździe, a ja ze względu na swoją pracę też nie zawsze mogę z nimi śpiewać, więc cieszę się, że tym razem spędzimy wspólnie trochę czasu.



Życzę Wam udanego lipca!  

środa, 30 maja 2018

Tu i teraz maj

Tu i teraz maj

Mój ulubiony miesiąc dobiega końca. Zawsze tak samo szybko mi leci. Jest to pewnie też związane po części z oczekiwaniem na moje urodziny.
Poza tym, łapałam się na tym, że myli mi się maj z czerwcem. Wszystko to przez prawdziwie letnią pogodę, którą przyjmuję
z radością po tych srogich mrozach. 


W takim razie lecimy z podsumowaniem maja. O pewnych rzeczach pewnie mogliście już przeczytać na facebooku lub instagramie, no bo jak tu się nie dzielić tym, co miłe i dobre?  


SŁUCHAM
na początku miesiąca słuchałam swoich ulubionych kawałków
z 'Upiora w operze' (nic dziwnego!), a potem odkryłam cudowną perełkę chóralną, która niemal od razu trafiła na listę moich ulubionych kawałków! Od kilku dni słucham też sobie nowej płyty 2CELLOS, bardzo lubię muzykę instumentalną, bo stanowi idealne tło do czegokolwiek i nie rozprasza tekstem. Niektóre kompozycje chóralne też mi towarzyszą w czasie pracy. 



CHCIAŁABYM
móc przeżyć niektóre chwile jeszcze nie raz. Obejrzeć ponownie ulubiony musical, mieć raz jeszcze urodziny (ale nie kolejne, tylko te niedawno obchodzone)

Poza tym chcę wypróbować dwa przepisy z soczewicą. Od jakiegoś czasu już za mną chodzi, więc chyba pora spróbować!

 
CZUJĘ SIĘ
szczęśliwa. Samotny wyjazd do Białegostoku był czymś, czego potrzebowałam. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym wybrać się na 'Upiora' z kimkolwiek. Są takie momenty, które należy przeżywać samemu i to był idealny przykład. To przedstawienie jest dla mnie zbyt emocjonalne, by z kimkolwiek je dzielić.




CIESZĘ SIĘ
ze zrealizowanego marzenia o wyjeździe na 'Upiora w operze'. Tak, ten miesiąc kręci się wokół tego, ale dla mnie to wydarzenie półrocza chyba 😉 Zresztą niech podniesie rękę pierwszy, kto na nic nie czeka 
i o niczym nie marzy! Poza wyjazdem do Białegostoku udało mi się też wybrać na inne koncerty do poznańskiego Teatru Muzycznego. Maj upłynął więc pod znakiem musicali, a to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie działanie, o którym pisałam w poprzednim poście. 


CZYTAM
tu bez zmian, nadal książkę Oli Budzyńskiej. W kolejce jest już 'Kierunek freelance' Ewy Brzozowskiej, ale chyba zacznę ją na spokojnie w wakacje. 
Ciekawa jestem skąd u mnie ten problem z czytaniem. Kiedyś czytałam więcej, a teraz po kawałku co jakiś czas...





CZEKAM NA
wakacje! Chociaż pogoda jest już prawdziwie letnia, to czekam na zakończenie roku szkolnego i wolne! Powoli robię sobie listę rzeczy, które chce przez lipiec i sierpień zrobić i oby tylko nie skończyło się na samym napisaniu tych planów.


A Wam jak minął maj? Wyruszyliście
w podróż życia, a może zrobiliście coś fajnego na miejscu? Napiszcie koniecznie! 😊


sobota, 28 kwietnia 2018

Tu i teraz - kwiecień

Tu i teraz - kwiecień

Kwiecień przeleeeciał jak szalony! Ledwo były Święta, a potem powrót do pracy, a teraz niektórzy już zaczynają weekend majowy. Mnie jeszcze czeka pracujący poniedziałek, ale odliczam dni do krótkiego i nietypowego wyjazdu majówkowego, ale o tym napiszę poniżej. 


SŁUCHAM
w tym miesiącu, szczególnie przez pierwsze dwa tygodnie, DO ZNUDZENIA słuchałam takiej typowej 'pościelówy' chóralnej. To niezwykle trafne określenie wymyśliła kiedyś moja koleżanka ze studiów, podsumowując twórczość współczesnych kompozytorów. Nie oszukujmy się, niektóre kawałki naprawdę brzmią podobnie i... sennie.

Za to kompozycja, która mi się wkręciła, jest utworem dawnym, bo powstałym w XVI w. Jeśli mnie znacie, to dobrze wiecie, że uwielbiam takie kompozycje! Ten jest idealny, na spokojny wieczór, na spacer w samotności, kiedy chcemy pomyśleć i podumać nad różnymi sprawami...
Ups! Właśnie musiałam skasować część z tego, co napisałam, bo przecież to jeszcze nie jest ten zapowiadany chóralny post.

Miłego słuchania:
Christóbal de Morales - Parce Mihi Domine


CHCIAŁABYM
nadgonić zeszłoroczny album Project Life. Aktualnie pracuję nad czerwcem i chciałabym go szybko opublikować, ale jestem zależna od zdjęć, bez których nie powstanie część lub nawet cała rozkładówka. Pozostaje mi czekać na fotki od kolegi, a Was zachęcam do zerknięcia, co tam w moim albumie ostatnio słychać. 



CZUJĘ SIĘ
różnie. Ostatnio zdarzają mi się takie dni, kiedy nagle 'lecą' mi oczy 
i najchętniej bym poszła spać tak, jak stoję. No i kicham jak najęta, więc tu chyba winna jest wiosna i związane z nią przesilenie 😉 




PRACUJĘ NAD
postami, takimi jak choćby ten wspomniany wyżej o chórze, czy długo odkładany o planowaniu. Nie chcę podawać konkretnych terminów ich publikacji, ale spokojnie - jak tylko się pojawią, to będę dawała znać na wszelkie możliwe sposoby (na przekór obcinanym zasięgom na fb...)
Niektóre wpisy powstają bardzo spontanicznie. Tak było, gdy postanowiłam napisać w 'kilku' słowach, dlaczego nie lubię Wielkanocy. Post został przez Was bardzo mile przyjęty za co dziękuję, bo obawiałam się co to będzie, gdy go publikowałam. 


CIESZĘ SIĘ
wiosną! Tyle trzeba było na nią czekać, a gdy już przyszła to na całego! Drzewa zakwitły właściwie z dnia na dzień, słońce przygrzewa czasem nawet mocniej niż przystało na wiosenną normę... Nic, tylko się cieszyć 😊


UCZĘ SIĘ
z kursów online. Tematyka jest dość szeroka, bo zahacza o edukację, ale również o blog i tworzenie własnych treści. Możliwość uczenia się w ten sposób jest na wagę złota, ponieważ mogę usiąść do danego kursu w dowolnej chwili, nie wychodząc z domu. 




CZYTAM
nabytą już dawno książkę Oli Budzyńskiej. Nie lubię czytać wielu pozycji naraz, dlatego chwilowo zrobiłam sobie przerwę z "Miej umiar". Podejrzewam, że za kilka tygodni/miesięcy do niej wrócę 
i docenię tak samo na nowo, jak "Slow life" Joasi Glogazy. 
Co do książki Pani Swojego Czasu - jeszcze do końca nie "wsiąkłam" w lekturę, by móc powiedzieć coś więcej, ale jestem pewna, że wyniosę z niej sporo wiedzy.


CZEKAM NA
przyszły piątek i wyprawę do Białegostoku, gdzie spełnię swoje małe marzenie i ponownie zobaczę "Upiora w operze"! 💗 Widziałam go po raz pierwszy 10 lat temu, podczas wycieczki klasowej i od tamtej pory jestem w nim absolutnie zakochana! No, może poza zakończeniem... 😉 


  

Koniec kwietniowych przemyśleń! Nie mogę się już doczekać maja, choć w tym roku będzie to intensywny miesiąc. 
Życzę Wam udanej majówki, dużo słońca, luzu i odpoczynku 🌺 

środa, 28 marca 2018

Tu i teraz - marzec 2018

Tu i teraz - marzec 2018

Pierwszy kwartał roku minął mi zadziwiająco szybko. Co chyba nikogo już nie dziwi, bo często zwracam uwagę na upływający czas. 
Wiecie kiedy to najbardziej odczułam? Kiedy czas do obserwacji
w ramach mojego awansu zawodowego z trzech tygodni skurczył się do dwóch dni.
A ja tylko mrugnęłam okiem!
I jakoś przeżyłam te trzy tygodnie, ale wiecie - prokrastynacja to moja niepisana siostra bliźniaczka i chyba tylko ja z nią jestem w stanie wytrzymać. Nie zawsze.

No dobra, poza przeżyciem trzech tygodni do godziny '0', przeżyłam też cały marzec i właściwie to był kolejny pracowity, męczący, ale
i fajny miesiąc.
Dlatego czas na małe podsumowanie!


SŁUCHAM
W pierwszym poście z tej serii napisałam, że jako muzyk ciągle czegoś słucham i w sumie będzie łatwo. Otóż nie jest! 😉 Moje słuchanie muzyki często oznacza męczenie jednego kawałka w kółko aż do zmiany nastroju. Ups! A jak już zmienię co nieco, to najczęściej wchodzę w nastrój sakralny i słucham takich pięknych, aczkolwiek dla niektórych z Was dziwnych rzeczy jak Exultet.
Takie spokojne i powtarzalne pochody melodyczne sprzed wielu wieków są dla mnie czymś niezwykłym. Także moja praca magisterska była silnie związana z chorałem gregoriańskim - taki już ze mnie dziwny przypadek 
😉

Przy okazji przypomina mi się co jakiś czas, że kiedyś chciałam napisać post o swoich ulubionych kompozycjach chóralnych, ale ciągle mnie coś powstrzymuje przed napisaniem go... 

Może pomożecie jakimś słowem zachęty?


CHCIAŁABYM
Od jakiegoś czasu brakuje mi chęci do internetowego działania. Mam chyba jakieś przesilenie zimowo-wiosenne. Chciałabym wrócić do częstszych publikacji na blogu i odzyskać chęć do robienia minisesji na swoje social mediowe potrzeby. Przez kilka tygodni nie miałam też za bardzo okazji działać w moim albumie, a marzy mi się ruszenie dalej i zmniejszenie zaległości z zeszłego roku.


CZUJĘ SIĘ
Ciągłe wahania pogody, która jakoś nie może się zdecydować na zmianę na wiosenną, skutkują zmęczeniem zimnem i kolejnym przeziębieniem. Niech już będzie ciepło, co?



JESTEM WDZIĘCZNA ZA
Cóż, z tym jest trochę jak ze słuchaniem - niby łatwo, ale powtarzalnie. Mimo trudności, dostrzegam, jak wiele dobra przynoszą mi zmiany, które się dokonały jesienią. Jakby nie patrzeć rozwijam się - pomału, ale jednak! Rzeczy, które przerażały mnie jeszcze pół roku temu, teraz są przeze mnie często wyczekiwane i sprawiają, że czuję się dobrze tu, gdzie jestem.
Dobrze, że są wokół mnie ludzie, dzięki którym możemy wspólnie tworzyć coś zarówno ad maiorem Dei gloriam, jak i również dla rozwoju dzieci. 


CIESZĘ SIĘ
Wspomniałam na początku o obserwacji, która jest jednym
z obowiązkowych punktów w awansie zawodowym nauczyciela. Cieszę się, że przebiegła w przyjaznej atmosferze i wypadła bardzo dobrze 😊 



CZYTAM
Przyznam, że ciągle to samo! Tym razem jednak do 'Miej umiar' dołączył blog Agnieszki Life Managerki. Podoba mi się, to co robi oraz jej podejście do życia. 


CZEKAM NA
Pogoda ciągle daje się nam wszystkim we znaki i kiedy już myślę, że wreszcie będzie można przerzucić się lżejszą kurtkę, to za chwilę znów robi się zimno. Czekam na wiosnę i chwilę wolnego podczas przerwy świątecznej. Chociaż, kiedy jest się organistką, to trochę trudne, skoro ten czas spędza się w kościele, ale lubię to!



Jestem ciekawa jak Wam minął marzec! Nastawialiście się na totalną wiosnę, czy byliście sceptyczni? No i ciekawe, czy dopadło Was wiosenne przesilenie? 

Wesołych i dobrych Świąt!

środa, 28 lutego 2018

Tu i teraz - luty 2018

Tu i teraz - luty 2018

Luty żegna słońcem i pieruńskim mrozem, po feriach trzeba się na nowo ogarnąć, a na horyzoncie (niestety chyba jeszcze bardzo dalekim) widać wiosnę. No dobra, przyczaja się skubana, bo przy tych temperaturach to średnio wierzę, że w nagłą poprawę sytuacji 😉 Czas na moje 'tu i teraz'!

Podejmuję się napisania tego posta chociaż wiem, że nie będzie on dokładnie taki jak chciałam. Nie dlatego, że w tym miesiącu coś nie wyszło - oj nie, wyszło bardzo wiele fajnych rzeczy i to jest właśnie to. Nie o wszystkim mogę jeszcze napisać (w sumie na własne życzenie), ale za jakiś czas dam znać o co chodziło.



SŁUCHAM
Tego co mi wpadnie w ucho 😉 Aktualnie przy pisaniu tego posta towarzyszy mi dość znany kawałek w nietypowej, bo... organowej odsłonie! 




CHCIAŁABYM
Poczuć się swobodnie ze swoim blogowaniem. Zdaję sobie sprawę (i nie łudzę się), że czyta mnie kilkadziesiąt (?) osób, z czego część to rodzina i wiecie co? W pewnym momencie poczułam się jak Weronika, która świetnie to opisała na początku swojego wpisu. Kiedy zaczynałam prowadzić bloga nigdy nie sądziłam, że będę mogła czuć się podobnie, a teraz trochę tak jest. 

Żeby była jasność - to nie o krytykę chodzi, ale o porównywanie i rozliczanie mnie z tego, co tutaj wypisuję. Chyba wiecie co mam na myśli. 


CZUJĘ SIĘ

Nieco zmęczona ciągnącym się za mną choróbskiem. Mam nadzieję, że jeszcze przed nadejściem wiosny uda mi się z tego paskudnego stanu wyjść.  


JESTEM WDZIĘCZNA ZA
Za to, że mogę śpiewać. Wiem, może brzmieć banalnie, ale kiedy głos nagle zaczyna brzmieć jak zepsuty i zapchany traktor, a śpiewanie okazuje się drogą przez mękę, naprawdę warto docenić to, że można śpiewać. Szczególnie, gdy pracuje się w szkole.



CIESZĘ SIĘ
Kończy się luty, a ja już mogę odhaczyć trzy cele na ten rok! Jeden jest co prawda zapisany dosyć ogólnikowo, ale rozwinęłam go po swojemu. W czasie ferii nie próżnowałam i udało mi się pozbyć niepotrzebnych rzeczy, które zalegały u mnie latami. 
Chcecie przykład? 
W tym roku stuknie 7 lat od mojej matury (jestem taka stara!), a w przeróżnych papierach znalazłam próbne arkusze m. in. z matmy i polskiego - chyba spuszczę na to zasłonę milczenia 😄

Cieszę się również z rozpoczętej w lutym współpracy z Family Portraits - jestem instagramowym członkiem DT i właśnie na ich profilu wrzucam swoje inspiracje i luźniejsze posty, także zapraszam serdecznie!


UCZĘ SIĘ
Odpuszczania. Mimo tych dwóch, z pozoru dłuuuugich tygodni ferii okazało się, że... nie wyrabiam! Tak, zawsze tak jest. Będę mega produktywna, zamiotę pustynię, przeniosę góry, zdobędę Nobla... i nic!
No dobra, nie miałam aż tak ambitnych planów (chociaż zamiatanie pustyni praktykuję chyba od dwóch lat - wiecie, prokrastynacja), ale odgracanie się spowodowało siłą rzeczy jeszcze większy bajzel w domu i cóż, odpuściłam terminowe wrzucenie planowanego posta. Zresztą pisałam w nim o moich próbach publikacji.


CZYTAM
Tradycyjnie, od chyba trzech miesięcy 'Miej umiar', ale nie przeszkadza mi to, bo książka jest naprawdę przyjemna w odbiorze i dobrze się ją przyswaja.
Poza tym, czaję się od jakiegoś czasu na książkę 'Kierunek freelance'. Bycie freelancerem, czyli pracowanie na własnych zasadach, często jest owiane tajemnicą i wieloma mitami. Dlatego dobrze, że powstają kolejne książki o takiej tematyce, będące zarówno zbiorem treściwych informacji dla kogoś, kto chce zacząć pracować w ten sposób lub po prostu dla osób, które mają często mylne wyobrażenia co do freelancingu.
W swojej biblioteczce mam już książkę Agnieszki Skupieńskiej 'Zostań freelancerem: praca zdalna od A do Z' i jest to jedna z moich ulubionych lektur. Warto pokazywać, czym tak naprawdę jest freelance.

Jakie jest Wasze zdanie na temat pracy zdalnej, na swoim? Może ona zapewnić poczucie bezpieczeństwa, czy wręcz przeciwnie - etat gwarantuje stabilność? Dajcie znać!



Druga książka, którą zdążyłam przewertować pośpiesznie, ale myślę, że jeszcze do niej wrócę, to 'Toksyczni ludzie'. Wszyscy mamy do czynienia z takimi ludźmi - w pracy, w sąsiedztwie, w związku... Autor zwraca uwagę na różne typy osób, przez które czujemy się po prostu źle. 
Myślę, że ta książka może być pomocna nie tylko przy 'diagnozowaniu' społeczeństwa, w którym żyjemy, ale i nas samych. Jednak w tym drugim przypadku konieczna jest pokora, by po przeanalizowaniu swojego zachowania dostrzec w sobie problem, przez który możemy być dla naszych bliskich i współpracowników 'toksyczni'. 



OGLĄDAM
Ech, nie wiem, czy ktokolwiek się jeszcze spodziewa tutaj jakichś serialowo-filmowych ekscesów, bo jak podkreślałam wiele razy prawie nic nie oglądam 😄

Jeśli mam obejrzeć serial po raz pierwszy (a nie po raz n-ty te same ulubione odcinki), to nie mogę w międzyczasie tworzyć nowych stron w albumie, scrapować, czy robić innych mniej lub bardziej pasjonujących rzeczy. 
Ja muszę siedzieć i oglądać.
Bo inaczej jedyne co mogę powiedzieć o projekcji to to, że... była. I tyle - w tym wypadku nie mam podzielności uwagi. Zresztą u mnie wszelkie próby oglądania seriali kończą się na kilku odcinkach. Teraz 'testuję' drugi w tym roku serial - ciekawe, czy dobrnę chociaż do połowy sezonu... 😉

Są jednak treści, które oglądam z zainteresowaniem. To instastories. Czasem mniej lub bardziej wartościowe, ale dostępne zaraz po odpaleniu instagrama, więc chyba też w tym tkwi tajemnica oglądalności. 


CZEKAM NA

W tym momencie najbardziej na wiosnę i słońce - tylko i aż tyle 😊


Mam nadzieję, że niedługo pogoda już na dobre odpuści sobie to mrożenie żywcem. W ogóle, to uświadomiłam sobie, że praktycznie za miesiąc Święta! Ten czas zleci jak zwykle baaardzo szybko.

Trzymajcie się i udanego marca! 



Copyright © 2016 Martushkowo , Blogger